Witamy serdecznie na stronach poświęconych językowi polskiemu w Naszej szkole.

 Strona jest redagowana pod opieką Agnieszki Jarząbek.

Zapraszamy do lektury!

 

Recenzje

Wypowiedzi do Matury

Prace z ubiegłego roku

     7.X.03 - „Kaleka z Inishmaan”

30.IX.03 - „Namiętna kobieta”

14.V.2004 - „Piaskownica w

                             piaskownic”

   

 

7.X.03 „Kaleka z Inishmaan” w reż. Władysława Kowalskiego i Agnieszki Glińskiej Teatr Powszechny

 

                „ Sztuka jest od początku do końca doskonale wyważona, dzięki czemu smutek miesza się z radością. Widzowie wybuchają śmiechem, by po chwili posmutnieć. Mocnymi stronami spektaklu są wspaniali aktorzy (przejmująca kreacja Władysława Kowalskiego), interesujące dekoracje i zajmująca fabuła. To ciepły i wzruszający spektakl, który zapada w pamięci na długi czas.”

                                                                                                              Michał

 

                „Sztuka pełna jest komicznych dialogów i zabawnych sytuacji, ale mimo wszystko przeszyta jest codziennością małego miasteczka z wścibskimi sąsiadami, prostactwem i nędzą.

                Przedstawienie podobało mi się średnio i nie wzbudziło większych emocji.”

                                                                                                              Judyta

 

 

30.IX.03 Teatr Współczesny „Namiętna kobieta” w reż. Macieja Englerta.

„Jest to przedstawienie, które uświadamia nam, iż nawet posiadając wszystko – rodzinę i dostatnie życie, możemy czuć się nieszczęśliwi i marzyć o czasach dawno minionych czy odległych światach.

                Główna bohaterka – Betty, grana przez Martę Lipińską nie chce swojemu synowi pozwolić na małżeństwo. Nie robi tego z egoizmu, a z lęku przed samotnością. Betty uważa swoje życie za nudne, monotonne, pozbawione smaku. Jej mąż jest egoistyczny i nieczuły, dopiero, kiedy żona z synem uświadamiają mu, jak mało otrzymali od niego zrozumienia i uczuć, postanawia zaprosić Betty na podróż dookoła świata.

                Sztuka jest pełna humoru. Warto udać się na nią do teatru, aby zapomnieć o szarej rzeczywistości.”

                                                                                                              Judyta

 

                „Tytułowa bohaterka jest zwykłą kobietą, mającą rodzinę, o którą dba i którą się opiekuje. Zajęta codziennymi sprawami zatraca coś, co w małżeństwie jest najważniejsze – miłość. Prawdopodobnie dlatego nie chce się pogodzić z ożenkiem syna i zbyt mocno przeżywa jego ślub. „Namiętna kobieta” nie jest sztuką, po której spodziewać się należy filozoficznych rozważań o miłości czy rodzinie. Jest to jednak ciekawa i zrealizowana na wysokim poziomie tragikomedia, którą z całą pewnością mogę polecić wszystkim na miły wieczór w teatrze.”

                                                                                                              Michał

 

                „Betty kocha swojego syna, ale jest egoistką. Chce zachować go tylko dla siebie. Ślub syna przypomina jej przeszłość i pierwszą miłość. Ucieka w samotność i analizuje swoje życie. Zarzuca mężowi, że nie darzy jej takim uczuciem, jak dawniej. Dochodzi do wniosku, że miłość wygasa po latach.

                Postawa Betty, choć ukazana z humorem, zmusza do głębokiej refleksji. Uważam, że ta dojrzała kobieta myśli tylko o sobie i swoim szczęściu. Na podstawie tej sztuki mogę stwierdzić, że natura kobieca jest bardzo złożona.”

                                                                                                              Mariusz

 

                „Sztuka pełna jest komicznych sytuacji, dlatego bardzo mi się podoba. Wydaje mi się, że dobrze zrozumiałam problem Betty., a największą zaletą tej sztuki jest to, że jest przystępna także dla młodego odbiorcy. Można ją obejrzeć zarówno z dystansem – jako komiczną opowieść o nieudanym małżeństwie albo potraktować jako realistyczną opowieść przedstawiającą codzienne problemy co trzeciej kobiety.”

                                                                                                              Karolina

 

                „Największym atutem tej sztuki jest scenografia autorstwa Marcina Stajewskiego. Kiedy o 19.15 na scenie teatru przy ulicy Mokotowskiej13 zapłonęły światła, moim oczom ukazał się dopracowany w szczegółach, ciepły i pełen życia (mimo obecności tylko jednej osoby) pokój, a dokładniej strych. Pierwsze wrażenie było bardzo dobre, a to, co potem zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W kulminacyjnym punkcie dekoracje ożyły.

                Aktorzy w tej sztuce dają prawdziwy popis. Co prawda ich role, jak i fabuła nie wymagają od artystów wiele wysiłku, ale i tak miło jest patrzeć, jak para z radiowego słuchowiska „Kocham pana, panie Sułku” odgrywa niemalże patologiczne małżeństwo pełne problemów. Zarówno Krzysztof Kowalewski jak i Marta Lipińska są śmieszni i prawdziwi. Gagi i teksty wypowiadane przez Betty sprawiają, że śmiejemy się do rozpuku.”

                                                                                                              Borys

                 

„Piaskownica w piaskownicy”

Spodziewałam się zupełnie, czego innego. Tego, co zwykle. Wyjaśnienia, o co w tej sztuce chodzi. Ale się nie doczekałam. To wpłynęło na mnie bardzo pozytywnie.

 Ta sztuka była dla mnie czymś w rodzaju krótkiej, oderwanej od wszystkiego scenki, z której każdy powinien wynieść coś ważnego. A to coś ważnego dla każdego jest inne. Bo każdy człowiek jest inny, inne problemy uważa za ważne. Tu jest właśnie sens tej sztuki. Każdy z osobna odkrywa dzięki tej sztuce to, co jest dla niego najważniejsze. Dzięki temu odkrywa samego siebie.

A jak ja odebrałam tę sztukę? Bardzo ważne jest, żeby nie ukrywać swoich uczuć, nie walczyć z nimi, nie zamykać ich w sobie. Nie da się ich zniszczyć, a one i tak kiedyś wyjdą z nas. Boimy się krytyki, niepowodzenia. Tak nie powinno być, bo jaki to byłby świat bez uczuć! Każdy sam dla siebie, oddzielnie, samotnie. Powinniśmy rozmawiać z innymi ludźmi i dzielić się z nimi naszymi uczuciami. Bo to właśnie świat uczuć jest w nas wielką prawdą i to w nim rodzi się wszystko, co najpiękniejsze.

            Dzięki tej sztuce odkryłam, że teatr to nie jest tylko przedstawieniem dla oczu, którego do końca nie rozumiem, ale że jest czymś więcej. Skłania do myślenia i zastanowienia się nad ważnymi sprawami. Czasem wydają nam się bardzo błahe, jak wyrażanie uczuć, ale uważam, że nasze życie składa się właśnie z takich małych, błahych spraw, które łączą się i tworzą duże, ważne sprawy. Dlatego powinniśmy myśleć także o nich.

                                                                                                                           Wiktoria

 

„Piaskownica w piaskownicy”

             „Piaskownica w  piaskownicy” jest bardzo ciekawym zestawieniem dwóch,  tworzonych w 22-letnim odstępie i przez innych autorów, sztuk. Mimo tej różnicy, zbieg okoliczności sprawił, iż są one do siebie podobne i bliskie, a to właśnie dla tego zdecydowano się wystawić je razem na deskach Teatru Małego. Lecz co z tego zestawienia wyszło?

            Małej Sali nie zapełniono po brzegi, co więcej zostało sporo wolnych miejsc, a widownię stanowiły w większości szkolne wycieczki. Trzeba uchylić czoła aktorom, którzy grali tylko dla małej grupki widzów. Reszta ( właśnie młodzież) bawiła się wybornie we własnym gronie, umilając sobie czas alkoholem. Aktorzy wykazali się dojrzałością w swoim fachu, odgrywając role mimo soczystych, w ich stronę, komentarzy i wszechobecnego gwaru.

            Ale ci, którzy przyszli do teatru, Anie na zabawę (chociaż teatr zabawy nie wyklucza, narzuca tylko jej rodzaj, (który nie odpowiadał zgromadzonym w Sali nastolatkom)) nie powinni narzekać. Aktorzy nie byli rewelacyjni, ale grali dobrze. Mnie osobiście, podobała się gra Wojciecha Solarza z drugiego spektaklu. Ma bardzo dobry głos i wyczucie postaci. Dorosłemu mężczyźnie, nie jest łatwo odgrywać chłopca z  podstawówki,  a jego kreacja była energiczna i wciągająca.

            „Piaskownica w piaskownicy” jest sztuką oryginalną. Na muzykę, czy scenografię uwagi się nie zwraca. Przedstawienie to było bardziej jak czytanie książki, gdzie wyobraźnia, jedynie wspomagana przez symboliczne drobiazgi, decyduje o tle. Kilka scen, mimo skromnej ilości dekoracji, wyglądało bardzo dobrze i interesująco.

            „W piaskownicy” była miejscami nudnawa, ale niewątpliwie wartościowa. Dla mnie, laika i żadnego interpretacyjnego autorytetu, była fragmentami trudna do zrozumienia. Lecz przesłanie, jakie wysnułem, wydaje mi się wartościowe i warte czasu spędzonego w teatrze.

            Natomiast „ Piaskownicę” oglądało się przyjemniej, była bardziej przejrzysta, a interpretacja znacznie prostsza. Niektóre sceny bardzo mi przypadły do gustu, a ostatnia dała mi, nie tyle katharsis, co lepsze samopoczucie i wrażenie, że jest to naprawdę dobre przedstawienie, które traktuje o rzeczach mi bliskich. Ale o tym przekonać się musicie państwo sami.

            Sztukę polecam szczerze i wiem, że warto było spędzić w Teatrze Małym dwie godziny w towarzystwie niewybrednych, aż wstyd przyznać rówieśników.  

                                                                                                                                              Borys Cieślak